KOSZARAWA ŻYWIEC - BESKID SKOCZÓW - 2:2
KS Beskid Skoczów zremisował na wyjeździe z drużyną TS Koszarawa Żywiec 2:2 (1:1) w meczu VIII kolejki rozgrywek drugiej grupy IV Ligi Śląskiej w piłce nożnej.
Przed meczem było wiadomo, że Koszarawa jest faworytem tego spotkania. Pierwsze minuty meczu pokazały dlaczego.
Na bramkę Beskidu, raz po raz sunęły ataki gospodarzy i tylko fantastycznym paradom Ireneusza Trojanowskiego i fatalnej postawie żywieckich napastników podopieczni Krzysztofa Sornata zawdzięczają, że po pięciu minutach nie przegrywali dwoma czy trzema bramkami.
Za to już w 8 minucie meczu sprawdziło się stare piłkarskie porzekadło mówiące, że niewykorzystane okazje się mszczą.
Po podaniu Pawła Krupy, Damian Szczęsny znalazł się sam na sam z bramkarzem gospodarzy i w przeciwieństwie do żywieckich snajperów nie zmarnował okazji.
Stracona bramka pobudziła piłkarzy Koszarawy do jeszcze lepszej gry, ale na szczęście w polu karnym prezentowali się równie beznadziejnie jak na początku spotkania.
A gdzie napastnik nie może, tam... sędziego pośle. Otóż po równo półgodzinie gry główny arbiter spotkania, pan Smalcerz podyktował rzut karny, po faulu, który miał miejsce poza obrębem pola karnego. Jedenastkę pewnie wykorzystał Marcin Gadomski.
Dalecy jesteśmy od spiskowej teorii dziejów, ale sędziowskie trio z Sosnowca, wyraźnie preferowało drużynę gospodarzy. Świadczą o tym choćby spalone, których nie było, liczne żółte kartki dla graczy Beskidu, choć ostro grali gracze obu drużyn no i wreszcie przedłużenie meczu o sześć minut, mimo że wcześniej sędzia sygnalizował trzy. No ale nie biadolmy nad podstawą arbitra, a wróćmy do meczu.
W drugiej połowie obraz gry, był niemal identyczny do tego co można było zaobserwować przed przerwą. Identyczny, bo w 8 minucie drugiej odsłony gry, padła bramka dla Beskidu. Wspaniałą akcję przeprowadził Tomasz Kołder, który wpadł w pole karne i posłał piłkę wzdłuż linii bramkowej, a tę skutecznym wślizgiem w bramce umieścił Paweł Krupa.
I znów piłkarze Koszarawy zerwali się do szaleńczych ataków i znów nieskutecznością razili napastnicy gospodarzy. A jak już im się udało strzelić w światło bramki, to albo świetnie bronił Trojanowski, albo piłkę z linii bramkowej wybijali obrońcy.
I gdy wydawało się, że skoczowianie dowiozą trzy punkty do końca meczu, sędzia podyktował w 90 minucie rzut wolny. Pomińmy już milczeniem, czy była to słuszna decyzja, czy nie. W każdym bądź razie strzał Łukasza Matrasa z 17 metrów był rzadkiej urody.
Wynik 2:2.
Taki rezultat Krzysztof Sornat przed meczem pewnie wziąłby ciemno, a obiektywnie spoglądając na przebieg spotkania i po meczu mógłby być zadowolony. Mógłby gdyby..., ale dosyć już o sędziowaniu.



