28-03-2019

JASTRZĘBSKI WĘGIEL OGRAŁ SKRĘ

W pierwszym meczu fazy play-0ff o awans po półfinału siatkarskiej PlusLigi Jastrzębski Węgiel pokonał mistrza Polski PGE Skrę Bełchatów 3:2 (25:22, 25:20, 27:25, 21:25, 15:11) i objął prowadzenie w rywalizacji toczonej do dwóch wygranych. Rewanż – w sobotę w Bełchatowie o godz. 14:45.
 
Pierwszy punkt we wczorajszym spotkaniu zdobył Jakub Kochanowski po ataku ze środka. Za moment skuteczną akcją odpowiedział Grzegorz Kosok. Po wygranej 'przepychance' na siatce przez Dawida Gunię gospodarze wyszli na prowadzenie (3:2). Autowy atak w kontrze Dawida Konarskiego odwrócił wynik na korzyść gości (4:5). Chwilę potem Milad Ebadipour pewnie zwieńczył kontratak i przewaga PGE Skry wzrosła do dwóch 'oczek' (4:6). Niebawem mistrzowie Polski cieszyli się już z trzypunktowego prowadzenia, bo Kochanowski znów był nie do zatrzymania (7:10). Nasz zespół podejmował ryzyko w polu serwisowym, ale na tym etapie było ono nieopłacalne. W grze naszej ekipy było sporo nerwowości. Przy stanie 10:14 trener Roberto Santilli po raz pierwszy wziął przerwę na żądanie. Po pauzie Christian Fromm przerwał serię gości. Te kilka punktów straty po własnych błędach ciążyło naszej drużynie na dystansie seta. To półfinaliści Ligi Mistrzów wygrywali długie akcje, co jeszcze bardziej napędzało ich w grze (14:19). Po drugim time-oucie dla naszego szkoleniowca Konarski zdobył punkt. Pomarańczowi zabrali się do odrabiania strat. Pojedynczy blok Fromma na Mariuszu Wlazłym oznaczał rezultat 17:19 i pierwszą przerwę na żądanie Roberto Piazzy. Po czasie Artur Szalpuk wyraźnie pomylił się w ataku (18:19). Po udanie wykonanej kontrze przez Fromma jastrzębianie wyrównali stan seta (20:20), a kiedy w następnej akcji Konarski dorzucił asa, objęli prowadzenie (21:20). Wkrótce potem tym samym popisał się Fromm i było 23:21 dla JW!  Piłki setowe dał naszej drużynie Gunia (24:22), który asem serwisowym wykorzystał pierwszą z nich.

Drugą partię otworzyła piękna akcja Juliena Lyneela. Po chwili kapitan JW dołożył drugie 'oczko' w kontrataku. Goście wyrównali za sprawą asa serwisowego Szalpuka, a następnie dzięki temu przyjmującemu objęli prowadzenie (3:4). Od tego momentu walka na boisku toczyła się cios za cios. Jastrzębianie objęli prowadzenie za sprawą Lyneela, który zabawił się z bełchatowskim blokiem (9:8). Później prym w ataku gospodarzy wiódł Konarski, co pozwoliło naszemu zespołowi objąć dwupunktowe prowadzenie (12:10, 13:11). Kiedy Kampa zaserwował tak, że piłka po przyjęciu serwu przez Szalupka wróciła na naszą stronę, Lyneel delikatnie zbił ją na stronę gości. To było równoznaczne z wynikiem 17:14 dla JW i czasem dla trenera PGE Skry. Dwa błędy Wlazłego (najpierw popsuty serwis, a następnie pomyłka w ataku) sprawiły, że na tablicy wyświetlił się rezultat 19:15. Wlazły opuścił plac gry, a zastąpił go Renee Teppan. Pomarańczowi utrzymali swój dobry rytm gry i po akcji Konarskiego zyskali setbole i to on miał ostatnie słowo w tej odsłonie.

Trzecia część spotkania rozpoczęła się od skutecznej akcji Wlazłego. Na prowadzenie wyprowadził nasz zespół praktycznie niezawodny wczoraj Konarski (3:2). Po asie serwisowym Fromma wynik brzmiał 6:4 dla JW. Mistrzowie Polski łatwo nie spasowali i za sprawą Ebadipoura wyrównali stan seta po 6. O ile do tej pory miejscowi nie mieli większych kłopotów w przyjęciu, tak w tym secie zaczęły się one pojawiać (7:8). Mimo wszystko jastrzębianie nie pozwalali na zbyt wiele naszym przeciwnikom, a spora w tym zasługa znakomicie broniącego Jakuba Popiwczaka i skutecznego w ofensywie Lyneela (8:8). Po efektownym bloku Guni na Persie Ebadipourze nasi siatkarze ponownie objęli prowadzenie (11:10). Na boisku w dalszym ciągu trwał siatkarski klincz (13:13). Blok Kampy na Szalpuku ponownie dał miejscowym jeden punkt przewagi (14:13). Kolejny zyskali po kontrze Konarskiego (17:15). Niestety, goście zdołali znów wyrównać (18:18). Wówczas o czas dla swojego zespołu poprosił Roberto Santilli. Po nim Kosok zdobył punkt. Ale mistrzowie Polski raz jeszcze przycisnęli i dzięki Wlazłemu wyszli na prowadzenie (20:21), a następnie dorzucili kolejne 'oczko'. Tym razem również w roli głównej wystąpił Wlazły (20:22). Bełchatowianie skorzystali z szansy i doprowadzili do piłek setowych (22:24). W dalszej grze jastrzębian utrzymał skuteczny atak Konarskiego i pomyłka w tym elemencie Ebadipoura (24:24)! Skra po raz drugi zyskała okazję do skończenia partii. Na nasze szczęście Karol Kłos przestrzelił w zagrywce. Chwilę potem hala była już w euforii, bo to nasz zespół zyskał piłki meczowe! Duża w tym zasługa skutecznego do bólu Konarskiego (26:25). Mistrzowie kraju ponownie jednak wyrównali. Następnie Konarski znowu zapewnił nam meczbole. I tym razem bełchatowianie pozostali w grze, a wkrótce potem byli już na prowadzeniu. Seta na ich korzyść zwieńczył Ebadipour.

W czwartego seta lepiej weszli goście (0:2, 1:3, 2:4). Mimo znakomitej interwencji w przyjęciu Popiwczaka, bełchatowianie odpowiedzieli jeszcze bardziej błyskotliwą akcją, tyle że w ofensywie, autorstwa Kochanowskiego. Przy stanie 2:6 trener Roberto Santilli wziął czas. Przy rezultacie 5:8 plac gry opuścił Lyneel, którego zastąpił Wojciech Ferens. Od stanu 10:14 Konarski pociągnął grę naszego zespołu zagrywką, a w ataku swoje zrobił Fromm i miejscowi doszli rywali na różnicę punktu (13:14). Na dystansie seta do gry weszli zmiennicy: Jakub Bucki oraz Nikodem Wolański. Półfinaliści Ligi Mistrzów znów jednak zwiększyli dystans punktowy po asie Wlazłego (14:17). Po czasie wziętym przez swojego szkoleniowca Pomarańczowi raz jeszcze ruszyli do odrabiania strat (16:17), ale i tym razem nie poszli za ciosem (16:19). Pomimo walecznej postawy miejscowych, pewnie grający bełchatowianie wygrali czwartą partię i doprowadzili do tie-breaka.
 
Na piątego seta na boisko powrócili: Lyneel, Kampa oraz Konarski. I to od udanej akcji Lyneela rozpoczęła się decydująca część meczu. Po akcji Konarskiego było 3:1, zaś za sprawą Kosoka - 4:2. Za moment Konarski popisał się skutecznym blokiem! Wynik 5:2 skłonił Roberto Piazzę do wzięcia przerwy na żądanie. Konarski był w tym momencie klasą dla siebie (6:2). Przy serwisie Ebadipoura mistrzowie Polski doszli naszą drużynę na różnicę jednego punktu (6:5). Sytuację uspokoił Gunia, wbijając na stronę przeciwnika potężnego 'gwoździa' (7:5). Drużyny zmieniły się stronami boiska przy prowadzeniu JW 8:6. Blok Kampy na Szalpuku był równoznaczny z wynikiem 10:7. Kolejna przerwa na żądanie opiekuna Skry i nasi rywale zrobili przejście. Na prowadzenie 12:9 wyprowadził naszą ekipę MVP tego spotkania - Dawid Konarski. Fantastyczna obrona Lyneela i atak Fromma, po którym rywale okazali bezradność, złożyły się na wynik 13:9. Przestrzelony atak przez Wlazłego dał Pomarańczowym meczbole przy rezultacie 14:11. W ostatniej akcji meczu Fromm przebił się przez blok bełchatowian, a to oznaczało zwycięstwo gospodarzy!



Wypowiedzi pomeczowe:

Roberto Santilli, trener Jastrzębskiego Węgla:
Kibice przychodzą na mecze, by doświadczyć niezapomnianych emocji i dziś my im je dostarczyliśmy. Na nasze szczęście to końcowe odczucie jest dla nas dobre. Muszę przyznać, że od strony technicznej zagraliśmy poprawnie. Może nie zaczęliśmy tego meczu zbyt dobrze, ale później drużyna odnalazła swój rytm w zagrywce i było coraz lepiej. W trzecim secie byłem zdenerwowany na zespół, gdyż podeszliśmy do tego seta chyba zbytnio zrelaksowani. Popełniliśmy dwa-trzy proste błędy, przez co mocno skomplikowaliśmy sobie życie. Powinniśmy byli zamknąć to spotkanie w trzech setach, ale sztuka tam nam się nie udała. W czwartym secie Lyneel poślizgnąć się na boisku i poczuł drobny ból. Wydaje się więc, że mogliśmy temu zapobiec, gdyby mecz skończył się w trzech partiach. Potem Julien doszedł siebie, wrócił na plac gry, ale na tę chwilę nie wiemy, co będzie z nim w sobotę. Dziś okazaliśmy się lepsi od rywali, ale Skra to jest zespół z krwi i kości. Oni nigdy się nie poddają. Grając z nimi musisz stale prezentować wysoki poziom. Przeciwko Bełchatowowi rozegrałem już wiele meczów i nie przypominam sobie łatwych przepraw. Dlatego w sobotę trzeba wykazać się siłą, zwłaszcza po stronie mentalnej.

Roberto Piazza, trener PGE Skry Bełchatów:
To było strasznie ciężkie spotkanie, ale w końcu jesteśmy w Polsce i gramy w lidze mistrzów świata. Tutaj nigdy nie jest łatwo. W moim przekonaniu, rozpoczęliśmy ten mecz naprawdę dobrze i nagle przy stanie 19:14 dla nas…nie wiem, co się wydarzyło. Przestaliśmy grać na naszym normalnym poziomie. Popełniliśmy dwa-trzy proste błędy i nawet jeśli weźmiemy pod uwagę: gdzie graliśmy, w jak trudnej hali – w której atmosfera na trybunach szybko się rozgrzewa i niesie miejscowy zespół – to nie powinniśmy rozdawać takich prezentów. Od tego momentu gospodarze rozgrywali już znakomity mecz. W pierwszym i drugim secie różnicę zrobiły serwis i przyjęcie. W trzeciej partii zaczęliśmy powracać do gry, i to nam się udało. Doprowadziliśmy do tie-breaka, w którym straciliśmy cztery piłki w kontrze. A to na tym poziomie często oznacza jedno – porażkę. Trzeba szybko odbudować morale i w sobotę szykujemy się na wojnę. Nic jeszcze nie jest przesądzone.



Skład Jastrzębskiego Węgla: Lukas Kampa (2), Julien Lyneel (10), Grzegorz Kosok (5), Dawid Konarski (33), Christian Froom (18), Dawid Gunia (11), Jakub Popiwczak (libero) - Paweł Rusek, Patryk Czyrniański (libero), Wojciech Ferens (3), Nikodem Wolański

Sklad PGE Skra Bełchatów: Milad Ebadipour (23), Jakub Kochanowski (10), Mariusz Wlazły (17), Artur Szalpuk (16), Karol Kłos (5), Grzegorz Łomacz, Kacper Piechocki (libero) - Renne Teppan (4), Kamil Droszyński, Robert Milczarek (libero), Piotr Orczyk



Źródło: www.jastrzebskiwegiel.pl

Autor:

SRiWR 'OLZA'